Marta Kryger chce napisać książkę o swoich przeżyciach na emigracji. Udzieliła także wywiadu Krzysztofowi Piersie dla pomorska.pl, z którego wyłania się niezbyt różowy obraz pracy na emigracji w Niemczech.– Dlaczego zdecydowała się Pani na pracę za granicą?

– Prowadziłam w Brodnicy Biuro Nieruchomości i kiedy dotarł do Polski kryzys walczyłam o utrzymanie firmy. Jednak w 2012 roku poddałam się i z ogromnym smutkiem zamknęłam biuro i otworzyłam komputer szukając pracy. Wybrałam to, co było najłatwiej dostępne ponieważ w planach miałam zajęcie na dwa miesiące, a utknęłam na cztery lata.

– I czym się Pani tam zajmowała?

– Wykonywałam bardzo trudną pracę, która przeznaczona jest dla Polek, Czeszek i kobiet z Rumunii – opieka nad starszymi i chorymi ludźmi. Praca całodobowa z zamieszkaniem w miejscu pracy i czasem wolnym 2 godziny w ciągu każdego dnia.

Zajmowałam się podstawowymi czynnościami na rzecz chorego: codzienna toaleta, podawanie leków, badanie ciśnienia, pieluchowanie, gotowanie często dietetycznych posiłków, utrzymanie czystości w mieszkaniu, towarzyszenie chorym w wizytach u lekarzy czy w urzędach.

– Jakie warunki mieszkaniowe miała Pani pracując tam?

– Często są to pokoje na poddaszu lub stare garderoby ze wstawionym łóżkiem. Tylko w dwóch domach na około trzydzieści, miałam przygotowany pięknie pokój z nową pościelą i kwiatami na stole. W lutym tego roku otrzymałam zlecenie w Dortmundzie, a tam bardzo zamożni ludzie, którzy mieszkali w wielkiej wilii wskazali mi pokój w piwnicy. Poinformowałam, że nie podejmę pracy jeśli nie otrzymam pokoju na parterze z dostępem do łazienki. Otrzymałam go, ale trwały długie dyskusje przez telefon, że „ta Polka nie chce mieszkać w piwnicy”. Moje poprzedniczki zgadzały się na takie traktowanie.

– Jak, pani zdaniem, Niemcy traktują Polaków?

– Ci w wieku 70-90 lat wciąż żyją wojną i nie lubią Polaków. Usłyszałam od nich „Polacy są… CZYTAJ WIĘCEJ!>>